Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1932. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1932. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 października 2012

Rex czy Wulkan?




JAK SIĘ NAZYWA TEN WILCZUR?

Gdynia (od naszego korespondenta)

"Rex" czy "Wulkan", oto zasadnicza treść rozmów toczonych w Gdyni - na ulicy i w domach prywatnych, w pierwszorzędnych kawiarniach i marynarskich knajpach dzielnicy portowej. Cała ludność Gdyni podzieliła obozy. Jedni wołają "Rex", drudzy "Wulkan".

Bohaterem i przyczyną tego "wielkiego" hałasu jest pies z rasy wilków, którego "podobiznę" podajemy. Na rozprawie sądowej przed paru dniami ustalono następujący przebieg sprawy: Pan Antoni Horbaczewski, naczelnik wydziału prezydjalnego komisarjatu Rządu w Gdyni posiadał psa, wilka, który wabił się "Rex". Pies ten w dniu 2-gim listopada wybiegł z domu i więcej nie powrócił. Tegoż dnia pan Horbaczewski złożył doniesienie w policji i zawiadomił kilku swoich znajomych, którzy psa tego znali. W policji pan Horbaczewski zeznał że zaginiony pies miał na sobie obrożę ze znakiem A. W dniu 31-go grudnia służąca p. Horbaczewskiego, Chruścińska Antonina spotkała jakiegoś pana, który prowadził na smyczy psa bardzo podobnego do "Rexa". Po krótkiej wymianie słów, obie strony znalazły się z psem na posterunku policji, dokąd przybył zawiadomiony p. Horbaczewski, poznając w psie swojego "Rexa".

Strona przeciwna - budowniczy p. Feliks Laskowski dowodził, że pies nazywa się "Wulkan" i jest jego własnością. Pies ten we wrześniu zaginął. W pierwszych dniach listopada p. Laskowski spotkał na Kamiennej Górze swego psa, ubranego w jakąś obcą obrożę. Kiedy p. Laskowski zawołał "Wulkan", pies zaczął się początkowo do niego łasić, a następnie uciekać. P. Laskowski dogonił psa, zabrał do domu, nie wypuszczając nigdzie bez smyczy. Ten stan rzeczy trwał do dnia 31-go XII, w którym to dniu służąca p. Horbaczewskiego spotkała p. Laskowskiego z psem i zaprowadziła na posterunek policji. Wezwani świadkowie p. Horbaczewskiego dowodzili, że jestto "Rex", świadkowie zaś p. Laskowskiego poznawali w psie "Wulkana" stanowiącego bezsporną własność p. Laskowskiego. Policja po przeprowadzeniu dochodzenia oddała psa p. Horbaczewskiemu, opierając się na zeznaniach świadków, własnych spostrzeżeniach i na meldunku, złożonym w swoim czasie przez p. Horbaczewskiego.

Decyzji tej sprzeciwił się p. Laskowski, składając "zaręczenie w miejsce przysięgi", że pies wabi się "Wulkan" i że jest jego własnością. - Na podstawie tego oświadczenia p. p. mecenas Turek, występujący w imieniu p. L. uzyskał uchwałę sądu grodzkiego w drodze tymczasowego zarządzenia psa do rąk komornika p. Kamińskiego, co też 8 stycznia zostało uskutecznione. Nie godząc się z tym stanem rzeczy, p. Horbaczewski przez swego adwokata mecenasa Roszczynialskiego złożył również "zaręczenie w miejsce przysięgi", że pies jest jego własnością, na co podał szereg świadków. Na skutek wniesionego podania sąd naznaczył w terminie przyspieszonym rozprawę na której zbadał obie strony oraz przedstawionych przez nie świadków, którzy zeznawali pod przysięgą. Sędzia Pikor rozpatrujący tę sprawę, wydał wyrok, mocą którego tymczasowe zarządzenie oddania psa komornikowi uchylił, nakazując zwrot psa p. Horbaczewskiemu, aż do czasu rozprawy o tytuł własności. Rozprawa ta odbędzie się w dniu 20 lutego.

Kiedy mecenas Roszczynialski zwrócił się na mocy wyroku sądowego do komornika Kamińskiego okazało się pies został wbrew wyrokowi sądowemu wydany przez komornika p. Laskowskiemu. P. Laskowski zaś wywiózł psa do Warszawy, rzekomo w celu dokonania analizy krwi i udowodnienia w ten sposób sądowi, że pies nazywa się "Wulkan" i jest bezsporną jego własnością. P. Laskowski nadmienił przytem, że matka "Wulkana" suka "Tessa" żyje i że dzięki temu będzie on w stanie przeprowadzić analizę krwi, której wynik udowodni jego prawo własności.

Świadkowie p. Horbaczewskiego, w tej liczbie p. Jeziorowski i inżynierowa Millerowa stwierdzają stanowczo, że pies jest własnością p. Horbaczewskiego pan Jeziorowski wskazał przytem na charakterystyczne blizny, jakie zauważył u "Rexa" przed jego zaginięciem.

Sam bohater procesu "Rex" czy też "Wulkan" zachowywał się w czasie trwania przewodu sądowego bardzo towarzysko w stosunku do obu stron. Na wezwanie "Rex" biegł do p. Horbaczewskiej, na wezwanie "Wulkan" łasił się do p. Laskowskiej.

Tak więc spór pozostał nierozstrzygnięty.

R. W.

Tajny Detektyw, nr 5, 31.01.1932


***

Ciekawe czy to był Rex, czy jednak Wulkan. Po całym procesie pies pewnie sam nie był pewny swojej tożsamości. 


poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Tępiemi nożycami nie przetniesz



TĘPEMI NOŻYCAMI NIE PRZETNIESZ...
Na złym odbiorniku nie odbierzesz dobrej muzyki.
DETEFON i AMPLIFON
Idealny komplet odbiorczy
Szczegółowych informacyj udziela "Detefon" Warszawa, Zielna 30 oraz Urzędy Pocztowe.

Kobieta w Świecie i w Domu, nr 2, 1932

***

Trochę się kreatywni zapędzili...

poniedziałek, 2 lipca 2012

W lewo, w prawo!



Ilustrowany Kalendarz Słowa Pomorskiego, 1932. Źródło: FBC.


***

Pożyteczna ilustracja, a przy okazji niezwykłe przedstawienie zeza rozbieżnego i wytrzeszczu...

środa, 30 maja 2012

Rozwiązanie konkursu...




ROZSTRZYGNIĘCIE KONKURSU NA NAZWĘ POTĘPIAJĄCĄ PALACZA WYROBÓW TYTONIOWYCH NIELEGALNEGO POCHODZENIA.

Istnieje odłam obywateli polskich, którzy krzywdzą Skarb Polski, paląc wyroby tytoniowe nielegalnego pochodzenia, zamiast wyrobów Polskiego Monopolu Tytoniowego. 

Wyroby nielegalne pochodzą bądź z przemytu, bądź są to wyroby fabrykowane pokątnie, a sprzedawane bez banderoli. W obu tych wypadkach korzystanie z nielegalnych wyrobów naraża Polski Monopol Tytoniowy, a tem samem Skarb Państwa na poważne straty.

W walce z tępieniem tych nadużyć z pomocą Polskiemu Monopolowi Tytoniowemu przyszedł między innemi Ilustrowany Kurjer Codzienny, ogłaszając wśród swoich czytelników konkurs na wynalezienie najodpowiedniejszej nazwy potępiającej takiego palacza - złego obywatela, który bez skrupułów krzywdzi Skarb.

Plon konkursu był bardzo obfity, przyniósł bowiem zgórą tysiąc propozycyj. Świadczy to z jednej strony o bogactwie i elastyczności naszego języka z drugiej zaś o inwencji językowej czytelników.

Po rozpatrzeniu tego mnóstwa propozycyj jury konkursowe doszło do przekonania, że żaden z nadesłanych wyrazów nie odpowiada w doskonały sposób wszystkim warunkom konkursu, wobec czego żaden nie zasługuje na pierwszą nagrodę.

Drugą nagrodę w sumie złotych 150, - uzyskało słowo "oćmiskarb", a autorem jego okazał się red. St. Mróz z Krakowa.

Trzecią nagrodę uzyskał wyraz "ćmirus", którego autorem jest p. Juljan Tuwim z Warszawy. 

Pozostałe słowa zakwalifikowane do odznaczeń, które wypadły w sposób następujący:

okpidymek, premja zł. 50. - autor p. Zofja Obiezierska, Warszawa, Miodowa 21.

palidrań, premja zł. 50. - autor p. Jan Łukasiewicz, Międzyrzecz k. Lwowa.

kradzidymek, premja zł. 30. - prof. F. Jańczyk, Kraków, Krzywa 7.

okpifaja, premja zł. 30. - autor p. Adam Areo-Sobczak, Kraków, Zwierzyniecka 26.

paliniepoń, premja zł. 30 autor p. Marjan Brzestek, N. Wieś, p. Koźminica.

przemytytek, premja zł. 30. - autor p. Jan Studziński, p. Zimna Woda.

palijucha, premja zł. 30. - autor p. Marja Gorzkowska, Kraków, Studencka 4.


Tajny Detektyw, nr 47, 1932, źródło: FBC

***

Cóż za szlachetna inicjatywa obywatelska...

Biedny pan Tuwim, redakcja się na nim nie poznała i nie zdobył pierwszej nagrody, ba, nawet drugiej...